
W dniu 23.12.2014r. jacht s/y ?Polonus", odbywający wyprawę śladami Ernesta Shackletona, zdryfował na brzeg wyspy Króla Jerzego na Antarktydzie. Na szczęście nikt z ośmioosbowej załogi nie ucierpiał. Zostali oni podjęci przez argentyński patrolowiec ?Suboficial Castillo? i przetransportowani do Stacji Antarktycznej PAN im. Henryka Arctowskiego znajdującej się na wyspie.
Poniżej informacja kapitana Janusza Zbierajewskiego zamieszczona na stronie http://shackleton2014.pl/polonus-komunikat-24-12-2104/ , który rozmawiał z kapitanem Markiem Grzywą i członkami załogi:
O tym, że ?Polonus? dopłynął do Stacji Arctowskiego ? wiemy. Tam powstał problem ściągnięcia dwóch naukowców, który prowadzili badania z sub-stacji w sąsiedniej zatoce, do której jest dostęp tylko z wody, a RIB stacyjny właśnie odmówił współpracy.
Polonusiacy postanowili zrewanżować się naukowcom ze Stacji za miłe przyjęcie i przywieźć te dwójkę ?Polonusem?. Popłynęli w czwórkę: Marek, Piotr, Seba i Arek. Pozostali zostali w Stacji. Na miejscu okazało się, że relacje brzeg ? dno są mniej więcej takie, jak w fiordach norweskich: brzeg schodzi ostro w dół, a dno jest na głębokości 100 -400 m.
Żeby zakotwiczyć ? trzeba podejść blisko brzegu. Podeszli, rzucili kotwicę, sprawdzili, czy trzyma. Było OK.
Zaczęli przygotowywać ponton do zrzucenia na wodę. W pewnym momencie przeszedł nagły, silny szkwał i jacht zaczął dryfować na kotwicy. Trzeba było szybko odpalić silnik i odpływać.
I tu ? stało się. Po raz pierwszy od lat silnik ?Polonusa? zastrajkował.
Argumenty klasyczne: kręcenie rozrusznikiem, walenie młotkiem, podlizywanie się (kochany silniczku, jak zapalisz to dam ci nowiutki olej) nie skutkowały.
Nie i już!
Szkwał trwał, kotwica jechała po dnie, no i po chwili jacht leżał na burcie. Tyle!
Polonusiacy powiadomili przez radio Stację, Stacja poprosiła o pomoc mały patrolowiec (no, raczej patrolowczyk) marynarki argentyńskiej, który był akurat niedaleko Wyspy King George. Marwoj argentyński przybył i zdjął chłopaków z ?Polonusa? a naukowców z brzegu.
Co dalej? Można domniemywać, że jacht jest, mimo sztrandowania, w niezłym stanie (to jest właśnie to światełko w tunelu, o którym pisałem). Dziś rano popłynęli tam RIB-em ludzie ze stacji i twierdzą, że w środku nie ma wody. Co oczywiście nie oznacza że nie będzie jej również jutro, pojutrze itd. Tam są pływy, więc przy zmianie poziomu wody kadłub (to znaczy obło kadłuba) zapewne unosi się i opada, więc zanim zalegnie musi parę razu stuknąć o skałę.
Przeglądałem prognozy na najbliższe 8 dni. Sztormu nie będzie, ale pływy są, szkwały chodzą. Jak długo kadłub wytrzyma ? nie wiadomo.
Na Stacji nie ma żadnego sprzętu, którego by można użyć do ściągnięcia ?Polonusa?. Realna możliwość ? to wspomniany wyżej patrolowiec argentyński. W Polsce nie takie rzeczy się załatwiało przy użyciu rybaka i argumentu niezwykle przekonującego w postaci odpowiedniej ilości płynów wysokoprocentowych. Jest to jednak marynarka wojenna i to latynoamerykańska.
Dowódca okrętu może to zrobić, ale musi mieć rozkaz (albo zezwolenie) swojego dowódcy, który jest gdzieś chyba w Ushuaia. Ten z kolei musi mieć taki sam rozkaz od swojego przełożonego, a ten ? od swojego, a może nawet od ministra obrony. A tu ? panie ? Christmas, czyli po ichniemu Navidad.
W szeroko rozumianej okolicy kręcą się jeszcze różne okręty brazylijskie i chilijskie. Nasze MSZ obiecało pomoc, ale znowu ? nie ma z kim gadać, bo Navidad.
Teoretycznie ? gdyby się okazało, że ?Polonus? wytrzyma w dobrym stanie do czasu ściągnięcia ? nie można wykluczyć, że wróci ? jak mówią Rosjanie ? swoim chodom. Jest to dość mało prawdopodobne, ale szansa jest.
Jeśli nie ? powstaje problem, jak ma wrócić załoga. Lotniska nie ma, a jakieś statki zawijają rzadko.
Tyle słów morskiej ewangelii na Wigilię dzisiejszą.
Amen!
Informacje zamieszczone na stronie http://shackleton2014.pl/01-01-2015/
W dniu 31 grudnia 2014 od godziny 9.00 rozpoczęto przygotowania do ściągnięcia jachtu z mielizny. Po opróżnieniu jachtu i wypompowaniu wody i paliwa rozoczęto około godz. 16.00 ściąganie jachtu na wodę. Około godz. 0100 ARA Castillo przyprowadził na holu Polonusa do stacji PAN im. H. Arctowskiego. Pomoc załogi okrętu była bardzo duża i profesjonalna. Szkody powstałe podczas 8 dni leżenia jachtu na kamieniach spowodowały jednak, iż jacht bierze wodę. Na jachcie pracuje cały czas motopompa. Niestety koniecznym wydaje się jak najszybsze wyciągnięcie jachtu na brzeg.
Na stronie argentyńskiego portalu Gaceta Marinera http://www.gacetamarinera.com.ar/nota.asp?idNota=7563&idSec=7 zostały zamieszczone poniższe zdjęcia ze zdejmowania jachtu z mielizny:






Trzymamy mocno kciuki za załogę.
Ahoj!